Szukaj
Close this search box.

Przekonania — historia pewnej sukienki

Podważaj swoje przekonania zawsze i wszędzie. Twoje przekonania manifestują się non stop. Nie masz wpływu na swoje decyzje, wybory i zachowania, dopóki nie odkryjesz programów, które tym sterują. Zmień swoje programy na pozytywne i wspierające, a życie pozytywnie Cię zaskoczy.

Dzieciństwo

Mam 7 lat. Przychodzę do mamy i proszę, aby kupiła mi sukienkę taką, jaką ma Agata-koleżanka z bloku. Mama zaczyna narzekać na brak pieniędzy. Mówi, że musi zapłacić za mieszkanie i nie wie, czy wystarczy jej do kolejnej wypłaty.

Wszystko takie drogie i do tego brat taty jeszcze nie oddał pieniędzy, które pożyczył. Moje zachcianki mają zrujnować już i tak ciężkie życie rodziców i decydować o naszym przetrwaniu. Zasadniczo rodzina przeze mnie nie będzie miała co jeść.

Zapis przekonania

Z poczucia winy i wstydu, że w ogóle o coś takiego poprosiłam, rezygnuję dobrowolnie z sukienki. Jako dziecko instaluję sobie program, że moje zachcianki są głupie i egoistyczne. Dla mojej rodziny pieniądze to być albo nie być.

Już jako małe dziecko mam poczucie, że ta sukienka ważyłaby więcej niż ja sama. Pod jej ciężarem przewróciłabym się na schodach, schodząc z pierwszego piętra w moim bloku. Zawsze, gdybym miała ją na sobie, czułabym cierpienie mojej rodziny.  Dla mnie odjęli sobie od ust ostatnią kromkę chleba.

Z poczuciem dumy sama rezygnuję z zakupu sukienki. Ratuję w ten sposób całą rodzinę przed zagładą. To dzięki mojemu dobremu sercu moja rodzina nie umrze z głodu.

I tak instaluję sobie — w towarzystwie negatywnych emocji  — program poczucia winy i wstydu.

Powtarzane w dzieciństwie sceny z pieniędzmi utrwalają to negatywne przekonanie. Nie dostaję pieniędzy na wycieczkę klasową, czapkę z pomponem, Barbie z Pewexu itp. Utrwalam przekonanie poczucia winy na całe życie.

Wpływ przekonań na dorosłe życie

I kiedy jako osoba dorosła chcę od życia czegoś więcej, pojawia się to dziwne poczucie winy. Sama się sabotuję, zniechęcam, aby coś osiągnąć. Czuję się winna, kiedy kupuję coś tylko dla siebie.

Kiedy ktoś mówi mi komplement, np. że ładnie w czymś wyglądam, to mówię, że to stare. Dodaję, że kupione za grosze na wyprzedaży. Nawet jak kupiłam to wczoraj za kilka tysięcy złotych.

Czuję się winna, że coś mam, że dobrze zarabiam, że nieźle wyglądam. Zamiast w lekkości doświadczać ekspansji i rozwoju moje życie się kurczy. Wyzbywam się wszystkich potrzeb i mam coraz mniejsze oczekiwania. Kiedy jestem przeciętna, poczucie winy jest mniejsze.

Ten prezent z dzieciństwa powoduje, że jako osoba dorosła nie daję sobie prawa do niczego. Aby wybierać, czego chce, decydować o sobie, cokolwiek chcieć pozytywnego od życia. Słowa „nie powinnam” stają się moją mantrą. Nie lubię też, jak ktoś coś ma. Jak ja nie mam i cierpię, inni też powinni cierpieć. Ludzie nie mają prawa mieć lepszego życia niż ja.

I tak moja przeciętność staje się moim standardem. Nie rozwijam się, nie wychylam w pracy, aby nie ranić nikogo obok siebie. Podświadomie nie ranić mamy, czy taty, aby nie umierali przeze mnie z głodu.

Nie podejmuję żadnego wysiłku, aby zarabiać więcej pieniędzy. Boję się otworzyć firmę czy wprowadzić kolejny produkt. Nie wiem, jak zmienić pracę, której nie lubię.

Nawet jak pojawiają się większe pieniądze, od razu je wydaję. Muszę pokazać ludziom moją wielkość i zrobić wrażenie na innych.

Przykrywam w ten sposób złość i nienawiść do sytuacji z dzieciństwa na rodzinę i na siebie. Włącza się obwinianie. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę zarabiać pieniądze z radością i lekkością.

Nawet jak wiem, co mam robić i jak coś zrobić, poczucie winy z dzieciństwa włącza sabotażystę. Słyszę, że „nie warto” „nie dzisiaj” a poczucie winy się utrwala i cieszy, że ma racje.

Zmiana przekonania

A przecież mogło być inaczej. Mogłam usłyszeć „nie kupię Ci” i tyle. Bez tego negatywnego przekonania moje życie byłoby arcydziełem. Moją mantrą w biznesie byłoby słowa „Wybieram każdego dnia, aby wejść na szczyt moich możliwości”.

Nie poświęcałabym się ciągle dla innych, aby zadowalać swoje EGO. Nie wchodziłabym podświadomie w relacje, gdzie nie mam prawa rosnąć, bo mój rozwój zagraża drugiej osobie. Prowadziłabym lekkie i jakościowe życie w obfitości. Bez syndromu ofiary, kiedy to świat zewnętrzny próbuje wymusić na mnie, abym żyła na jego warunkach.

Czy to jest też Twoja historia?

Wiem, że tak.
Możesz ją zmienić właśnie teraz. Tylko, że rozwój wymaga wysiłku. Dziecko czeka na dorosłego, który podejmie decyzje za niego. Dorosły decyduje.i działa! Dorosły człowiek jest skupiony na celu i zdeterminowany, aby osiągnąć sukces. 

Zrób pierwszy krok do dorosłości i zmień przekonania na wspierająceTutaj znajdziesz rozwiązanie – świadomą transformacje „od małego do wielkiego’’

Ty decydujesz!

E.

Udostępnij